Życie Światłem

czyli wolność od przymusu jedzenia.

Świadomość praniczna - Dieta praniczna - Inedia - Bretharianizm

more soon.

more soon.

more soon

more soon.

thin

Świadomość Jam Jest


Witaj w przestrzeni mego 10 letniego doświadczenia.

Każdy człowiek szuka swojego światła w życiu. Dla niektórych to są relacje z innymi ludźmi, dobra materialne. Są to ważne elementy naszej egzystencji ale od prawie 30 lat dla mnie najważniejszym było i jest poznawanie Boga, odkrywanie Źródła w swym życiu po przez doświadczenie a nie przez wzniosłą filozofię egzystencjalną.

Taki kierunek życia czynił mnie najlepiej funkcjonującym wśród otaczającego mnie świata w rozwijaniu miłości bezwarunkowej po przez doświadczenie.

Moja droga skierowała się w stronę “życia światłem” jako głównego źródła mej energii życia w ciele. To nie oznacza nie jedzenia ale pokazuje, że u podstaw wszystkiego jest wolność od jedzenia a nie egocywilizacyjne uzależnienie od schematów nauczanych przez kulturę konsumpcyjną.

Zapraszam do poznania tematu, mego świadectwa życia w świetle.

Pozdrawiam świetliście

Mariusz Alin


Gdy Serce zawoła to Wiesz, że to dla Ciebie.

Ze wszystkiego najważniejsze jest uczenie się słuchania swego Serca. To jest droga odkrywania Boga w sobie.

Odżywianie się światłem jest naszym naturalnym stanem. Tylko wgląd wolny od umysłu pozwala nam odkryć jak wielkim cudem jesteśmy.

MARIUSZ ALIN

Więcej materiałów na kanale YouTube:


Mój pamiętnik, refleksje jakie pojawiały się każdego dnia podczas „inicjacji” pranicznej inspirowanej książką Jasmuheen – „Życie Świetłem”.

Dzień 1 – 07.09.2012 - OCZYSZCZENIE

jest czas realizacji planu. Miałem swój czas w ciszy serca bez wody, jedzenia i światła przez dwa dni i noce (planowałem 3/3 ale czułem że mi wystarczy). Nie wiedziałem jak zrobić 21 dniową inicjację do życia światłem wg. Jasmuheen. Mam zlecenia pracy w UK i myślałem o tym by to zrobić pomiędzy zleceniami na przełomie października i listopada ale dostałem obecnie zlecenie w miejscu które jest idealne, w naturze z klientem który nie wymaga dużo pracy.

Wiem jedno, moje serce śpiewa na myśl bym mógł żyć wg. diety pranicznej. Czy się zrealizuje, tego nie wiem. Jestem w pracy która wymaga ode mnie pewnej gotowości, jeżeli to będzie zakłócone to odejdę od procesu. Wiem jedno, że w tym szczególnym okresie oczyszczenia wrześniowego jakkolwiek długo to będzie trwało, to będzie wielkim błogosławieństwem dla mnie i ludzi wokół.

Długo się przygotowywałem do tego momentu, oczytałem i naoglądałem się świadectw takiego życia. Dwa elementy są dla mnie ważne tutaj.

– Odpowiednia dieta od wielu lat a dzisiejszy dzień został poprzedzony 4 dniowym jedzeniem tylko owoców. Wczoraj czułem jak coś się we mnie czyściło porządnie bo aż głowa mnie bolała.

– Oddychanie osadzone bardzo głęboko na świadomości. W czasie medytacji przechodzę do oddechu jednego pełnego na minutę+. Dostałem wgląd wewnętrzny, że to jest moje podłączenie do energii, to mój przewód i mam z niego korzystać w słabszych chwilach podczas 21 dni (idealnie tak cały czas oddychać ale do tego potrzeba wiele lat praktyki a może mniej?).

Rozpocząłem dzisiaj pierwsza część 7 dniową, procesu bez picia i jedzenia. W następnych dwóch częściach jest tylko picie rozcieńczonych soków i wody. Ciało samo określi mi czy to ma być pełne 7 dni. Czuje się bardzo dobrze. Rozpocząłem proces z waga 60 kg (i ustanowiłem 55kg jako punkt krytyczny). To moja normalna waga od ponad 20 lat .

Dzisiaj rano ktoś cudowny anielski usiadł obok mnie na łóżku niczym istota wielkiego światła, nie widziałem go ale bardzo wyraźnie go czułem. Poczułem to jako znak błogosławieństwa na drogę.

Ten kierunek wcale nie oznacza, że nie chcę jeść w przyszłości ale jasno chcę określić swoja niezależność w tej dziedzinie. Być naprawdę wolnym by używać ciało najlepiej jak mogę do bycia wśród ludzi.

 

Dzień 2 – 08.09.2012

To dopiero dzień drugi. Zaskoczony jestem tym, że czuję się bardzo dobrze. Rano wstałem i miałem nie fajny smak w ustach i płukałem w ciągu dnia wodą z cytryną. Rano czułem się jakby moje ciało było za mgłą, byłem bardzo świadomy tego co dzieje się we mnie. To nie jest moja pierwsza głodówka ale czuję się, że rozłożyłem czepliwość mego ego na 21 dni. Podobnie jak rozkładałem siły na 42 kilometry podczas biegania w maratonach. Waga rano wynosiła 59,5 a po południu wróciła do mojej niezmiennej sześćdziesiątki ;-) Nie ma żadnego bólu głowy czy czegokolwiek innego, pragnienia picia ani łaknienia jedzenia. Oddałem mocz popołudniu tylko raz. Przed południem mogłem to zrobić ale czułem, że nie jest to konieczne. Trochę moje stopy po południu potrzebowały cieplejszej ochrony. Przez trzy godziny byłem na łonie natury i oddychałem. To jest niesamowite doświadczenie siebie w oddechu. Upatruję w oddechu mój przewodni wątek w pracy z ludźmi. Sztukę oddychania uczyłem się i uczę wciąż będąc zainspirowany moim intuicyjnym odkrywaniem siebie w oddechu, nauką Krija Jogi i nauczaniem Ramthy.

Gdy spacerowałem po mieście, chciałem położyć się w parku na trawie na 15 minut i oddychać w spokoju. Ciekawe to wszystko.

Mam wrażenie, że tak wiele moje doświadczanie głębokiej radości życia wypaliło w moim życiu, że z każda chwilą po prostu się uśmiecham mocniej i oczyszczenie przechodzę bardzo spokojnie.

Ogólnie jestem bardzo uwrażliwiony na sygnały płynące z ciała. Bardzo jestem w tu i teraz w ciele. Praktycznie jestem w pracy i dłuższa chwila osłabienia nie wchodzi w grę. Jest to ryzykowne ale tez wiem, że oddech i intuicyjny wgląd da mi potrzebne informacje odnośnie kroków dalszych. Może to być tylko oczyszczająca głodówka a może doświadczenie wielkiego daru życia światłem. Tak, daru łaski, błogosławieństwa o które proszę prowadzące mnie wyższe istoty światła.

Jeszcze raz powtórzę, że nie chodzi mi o niejedzenie ale o doświadczenie wolności od programów jedzenia. Być może tak mi się to spodoba, że będę trwał, a być może to będzie kolejne maratońskie doświadczenie w odkrywaniu siebie.

 

Dzień 3 – 09.09.2012

Zaczął się dla mnie wyjątkowo. Jak zwykle usta wymagały przepłukania. Czuje przyrost energii. Mam jej w sobie więcej. Nadal to nie jest moja maksymalna/normalna forma ale czuje się wyjątkowo dobrze bez wody i jedzenia ale też bez przemęczania się. Nie ma bólu głowy który miewałem podczas innych postów. Jestem bardzo mocno w ciele, wyłapując różne sygnały. Waga spadła i na dzisiaj kształtuje ok. 58,5 kg. Dziwne uczucie gdy nic nie jedząc ani pijąc chce się “bekać” – dzień bekania ;-) Zimno mi w stopy, więc nosze podwójne skarpetki ;-) Oddałem mocz dwa razy i chyba ostatnią kupkę zrobiłem ;-) (mówią że po oczyszczeniu, co jakiś czas człowiek wydala tzw. bobki z powodu zanieczyszczenia środowiska).

Wow. Czuje się bardzo dobrze. Poranne “śniadanie” spędziłem na łące potrzebując poćwiczyć. Powyginałem ciało, porozciągałem i jest bardzo dobrze. Rano biorąc prysznic, zamieniłem go w kąpiel w wannie. Cudowne uczucie regeneracji. Popołudniu spacer z oddechem głębokim i przytulaniem się do drzew. Oczywiście był czas na medytację, relaks itp. Co parę godzin opłukuję usta wodą z sokiem cytryny, to orzeźwia bardzo jamę ustną.

Mam takie poczucie, że może nawet mógłbym żyć bez picia, czuje się naprawdę dobrze, jedynie co to bez szaleństw ruchowych, bez gwałtownych ruchów do których potrzebował bym więcej energii.

Umysł jest spokojny, ego się przygląda i nie protestuje bo te wiele miesięcy (a nawet lat) karmienia się świadectwami, że życie światłem jest możliwe sprawiło inne myślenie o wszystkim. A czas jest w stanie przekonać ego, ale to 3 dzień, tak więc spokojnie.

Tak, to jest dopiero 3 dzień który się kończy. I każdą chwilę wolną chce wykorzystać w byciu w przyrodzie, odpoczywając, oddychając. Jak tylko pogoda na to pozwoli bo zapowiadają deszcze.

W tym wszystkim ważne jest dla mnie tez to, że dziękuje i proszę Boga, świetliste istoty by wspierały mnie w tym procesie, bym mógł doświadczyć życia światłem, życia w swej esencji do której wszyscy zmierzamy.

 

Dzień 4 – 10.09.2012

Budzę się z potrzebą leżenia w łóżku ale przewidując robię to z 30 minutowym wyprzedzeniem przed właściwym czasem. Czuję się ogólnie dobrze, tylko że poziom mej energii jest w okolicach 40-50%, nie jestem do tego przyzwyczajony. Ku memu zaskoczeniu rano oddałem mocz który był jaśniejszy niż dzień wcześniej. Poranne obowiązkowe śniadanie na trawie z lekkimi ćwiczeniami rozciągającymi i głębokimi oddechami. Coś cudownego. Tak nie wiem co stosować do płukania ust bo mam taki lepki smak w ustach i nie jest on fajny, język tez jest nieco biały. Brak bólu głowy.

Generalnie wszystko zwolniło od wczoraj, wszystko wolniej płynie. Nie nadaje się do szybkich akcji, potrzebuję ciszy, spokoju, takiego głębokiego bycia w swym ciele bez pośpiechu, bez wielu wątków na raz. Świat zwolnił i nie chcę robić kilku rzeczy na raz. Potrzebuję w każdej czynności być w tu i teraz, w tym co robie i w mym ciele w pełni. Wczoraj wieczorem gdy załapałem się kilku wątków w mym wewnętrzny zainteresowaniu światem zewnętrznym, poczułem zmęczenie swego ciała subtelnego (emocjonalnego). Było to odczucie dysharmonii w sobie która naturalnie domagała się uspokojenia, co objawiło się spadkiem energii w ciele fizycznym. Nie mogę słuchać muzyki żywej, ze słowami, kompletne otwarcie na Wszechświat bez słów w ciszy. Tylko umysł jeszcze czasami gada, ale to czasami ;-) Nawet mam potrzebę unikania ludzi by nie mieszać energii.

Dzisiaj czwartego dnia przeżyłem cudowną regeneracje w wannie z gorąca wodą. Coś pięknego. Ogólnie nie mam potrzeby jedzenia ani picia, co mnie bardzo zaskakuje. Czasami przypominają mi się smaki, patrząc na jedzenie czuje smak tego jedzenia i się uśmiecham do Matki Ziemi za cudowne dary ;-) ale potrzeba bycia w procesie jest silniejsza niż samo jedzenie.

Już w tym momencie ego może być dumne ale wie dobrze, że nie ma tu żadnego powodu do samozadowolenia gdyż zmierzamy ku światłu, to jest naturalne środowisko dla człowieka, jego Boskość objawiona w ciele a tam ego ustępuje, rozpływa się w miłości.

Dzisiaj ego mnie zaczepiło pytaniami: czy naprawdę nie chcesz jeść ? A co z tym co tak bardzo lubisz: gorąca czekolada, lody pistacjowe, maliny, orzechy, kawa mokka i wiele innych przysmaków ? Co z pizzą wraz z pepsi ? ;-)I wtedy pojawiła się we mnie odpowiedź, że nie robię tego po to by nie jeść. Przechodzę ten proces, by naprawdę żyć w esencji tego kim jestem, to prana ma być moim podstawowym źródłem energii. To jest rdzenna natura mej najgłębszej tożsamości, tego kim jestem. Pochodzę ze światła i nim mam się żywić a nie wyuczonymi programami świata fizycznego które stosuję automatycznie. Kiedy wiem kim jestem, i wiem że należę do światła, to sięganie po pokarm fizyczny jest z czystej smakowej przyjemności a nie po to by zasilić swe ciało. To jest pragnienie mego serca. Wolność która będzie określana przez moje wolne serce.

Dzisiaj byłem na spacerze prawie 10 kilometrowym. Przyznam się, że to było ryzykowne. Wyglądało to jak spacer ludzi w górach o słabej kondycji ;-)

Ciekawe jest postrzeganie wszystkiego w tym wolniejszym tempie. Postrzegam to wszystko przez swoje ciało, nie oczami, czy uszami (to też, ale jako drugorzędne). Np. idę ścieżką i czuję, że energia w tym miejscu jest silniejsza, czuję jak ona wzrasta we mnie. Przystaję i głębokim wdechem ładuję się ;-) Przedmioty na zewnątrz traktuje jako coś wewnętrznego co mnie wspiera lub oddala od drogi mego serca. Niby nic nowego, ale wyrazistość tego doświadczenia jest niezwykła.

Tak to jest dopiero 4 dzień zakończony i jeszcze 3 dni do wody. Jeszcze przede mną 17 ;-) a może mniej. Najbardziej zależy mi na tym by energia mego samopoczucia wzrosła do normalności bym mógł biegać i tańczyć ;-)

Dzień 5 – 11.09.2012

Wow, to już dzień piąty, 1/4 całego procesu dopiero i dwa dni do pierwszego łyku wody ;-) Wstało się bardzo dobrze, i czuje się dobrze. Jestem zaskoczony jasnym moczem porannym i swoja wagą 55 kg, 5 dni i 5 kg, no cóż ja zbytnio nie mam się z czego odchudzać się więc potrzebuję nieco więcej, to moje 60 kg które miałem przez 20 lat. Już od dwóch nocy trudno mi zasnąć, po prostu przebudziłem się i zacząłem czytać książkę a śnie w takim pół śnie. Jakby dzień zacierał się z nocą. Czułem w nocy jak w mych jelitach się coś dzieję. Czuję, że czeka mnie jeszcze jedno szczególne królewskie posiedzenie na tronie. Nieustannie towarzyszy mi intencja by żyć naprawdę światłem a nie jakąś niepełnowartościową mieszanką egocywilizacyjną. I widzę to, jak mogę żyć światłem a zarazem dzielić radość smakową z innymi. Chociaż to i tak wszystko zweryfikuje moje ciało w swych odczuciach. Bardzo uwrażliwiłem się na sygnały z ciała, to jest niesamowite, czuję je tak głęboko. Dzień przeszedł bardzo spokojnie, jedynie to płukanie jamy ustnej nie jest fajne wiele razy w ciągu dnia. Jestem bardzo wdzięczny, że mam takie wspaniałe zlecenia pracy w tak wspaniałym miejscu gdzie mogę realizować to wszystko bez zbędnego tłumaczenia się utrzymując minimalne pozory ;-) Czuję się lepiej niż wczoraj, gdybym miał porównać ale oczywiście wyczekuję rozbłysku energii by wrócić do swej formy. Zobaczymy dokąd dojdę, sam zaczynam się tym nieźle ekscytować, zamiast spokojnie siedzieć w ciszy ;-)

Dzień 6 – 12.09.2012

W nocy nie mogłem spać, miałem w półśnie wizje min. wody ;-) Moje fajne LD. Jasmuheen napisała by siódmego dnia pierw zapytać przewodników czy proces jest skończony i czy można pić już wodę 7 dnia. Zapytałem swego Wewnętrznego Jestestwa ostatniej nocy (czyli koniec dnia 5), czy już mój etap nie picia wody dobiegł końca i otrzymałem odpowiedź, że TAK. Taką samą odpowiedź miałem 4 dnia. Postanowiłem jeszcze być bez wody jakiś czas by samemu dojrzeć do tego wyjątkowego połknięcia kropel rozkoszy ;-)

Czuję się świetnie, jeszcze nie mogę biegać ani tańczyć, ani mieć jakiś duży wysiłek ale jest dobrze. Tylko usta wysychają szybko i nawet kostki lodu z cytryną nie pomagają, nabieram również do ust wodę i trzymam ją bez połykania ani jednej kropli (dobre jest przytrzymanie wody gazowanej). Muszę płukać często. To jest ciekawe jakie myśli pojawiają się mając w ustach wodę. . To jest tak jakby przede mną stała cudowna kobieta która bardzo by pragnęła być blisko ze mną a ja ją przytulam i pozwalam sobie odejść ;-) Silne przekonanie co do procesu mnie nie opuszcza. Dzisiaj rano zaliczyłem z sukcesem tron królewski i jestem bardzo szczęśliwy bo czułem, że coś jeszcze zalegało w jelitach a teraz się uspokoiło.

Tak, dzisiaj wspaniała kąpiel, spacer, relaks, odpoczynek i poczucie naprawdę niezłe z wyschniętymi ustami i szczupłością 55 kg, bez nadmiernego wysiłku ;-) I mogę pić wodę kiedy chcę !!!

Moja poranna modlitwa:

Boże który zasadziłeś się swą cząstką w mym sercu dając mi życie

Wybacz mi moją niewiarę w Ciebie, w Twą obecność we mnie

Dziękuję, że Jesteś i tak cudownie mnie prowadzisz ku Jedności

Kocham Cię ponad ciało i wszystko co chce mnie związać złudzeniami szczęścia

Pragnę by światło wypełniało mnie we wszystkim

Odkrywając Kim naprawdę JESTEM

Proszę o wsparcie w procesie, o mądrość, o świadomość Mocy otrzymanej

dla Jedności w miłości z życiem pełnym doświadczania a nie pustych słów.

Niech tak się stanie?

Taka nasuwa mi się jedna ważna refleksja. Cały ten proces to nauka poddania się w pracy wewnętrznej, nazwałbym to poddaniem wnętrza. Poddajemy się na zewnątrz w różnych działaniach, celach, wyciszamy się w naszej aktywności a tutaj to jest tylko praca wewnątrz bez ćwiczeń, metod, kombinacji umysłu, tzw. sposobów na ciszę wewnętrzną którą kreuje się poza ciałem. Tylko odczuwanie siebie wewnątrz. Szukanie mądrości w sobie a nie poza. Przygoda w odkrywaniu tak naprawdę swego Jestestwa.

Dowiedziałem się, że w przyszłym tygodniu jadę na dwa dni na badania do szpitala z klientem, a pod koniec rozpoczynamy przeprowadzkę do nowego domu. Zaniepokoiło mnie to ale tez z ufnością oddaję to Bogu, bym w tym czasie bez przerywania procesu mógł normalnie funkcjonować. Zostaje tylko zaufać ;-)

Tak, po wewnętrznej odpowiedzi na pytanie, po całym dniu szóstym zdecydowałem się na łyk wody. Ufam w wewnętrzne prowadzenie mnie w tym procesie jak i wielu sprawach w całym mym życiu. To podstawa dla mnie. Zasady, książkowe wskazówki są tylko radami ale nie mogą odbierać by mój wewnętrzny przewodnik nie był ukochany i uszanowany.

Postanowiłem, że pierwszy łyk to będzie woda z deszczu, dar nieba dla mnie. I będzie to specjalny toast życia. Zaiste tak stało się dnia szóstego wieczorem. ;-) Przede mną 15 dni o wodzie z rozcieńczonymi sokami wg. książki a wg. mego serca to się zobaczy ;-)

Dzień 7 – 13.09.2012 - REGENERACJA

Już pierwszy etap za mną. WOW !!! Nie mogę w to uwierzyć, to niesamowite, że było to możliwe. Czas OCZYSZCZENIA za mną a teraz jest czas REGENERACJI. Czy teraz z górki z piciem wody z rozcieńczonymi sokami (w stosunku 1/4 soku)? Nie wiem, ale w mojej ocenie to był najtrudniejszy dla mnie czas, bo był kompletnie nowy – bez wody i jedzenia przez sześć dni.

Jak się czuję ? Wyśmienicie, napicie się wody z rozcieńczonym sokiem pomarańczowym jest niesamowitym doświadczeniem ciała po czasie “pustynnym” bez wody. Czułem jak woda wypełniała całe moje ciało, docierała do wszystkich komórek. Wcześniej wszystko we mnie się kurczyło a teraz jest jak sucha ziemia wypełniona orzeźwieniem, życiem, radością płynąca z ciała. Głębsza świadomość bycia w ciele. Mam więcej energii, po prostu obudziłem się ;-) Nie jest to jeszcze zadawalający stan energetyczny i wiem, że dalej mam dużo odpoczywać, relaksować się, to bardzo ważne w tym okresie. Ogólnie jest mi chłodniej, podwójne skarpetki, sweter itd. , przydały by się rękawiczki ale to by wyglądało niezwykle w oczach klienta ;-)

Uczucie które mi towarzyszy to uczucie wolności. Mam wrażenie, że proces przejścia jest za mną a teraz jest czas regeneracji i doświadczania życia w świetle. Tak czuję, że chodzi o to by te kolejne dwa tygodnie były czasem by nowe programy życia się w moim biokomputerze trwale zadomowiły. Zobaczymy ;-) Dużo odpoczywam.

Mam radość z patrzenia na wagę, że nie spadła bardziej (55 kg – wiedząc że wrócę do swojej już niedługo), może mniejszą patrząc w lusterko widząc zapadłe nieco policzki ale światło w oczach jest o wyjątkowym blasku. Wiem jedno, powrót: do normalnego poziomu energii plus, do mojej wagi od 20 lat min. 60 kg (chciałbym 65), nabranie nieco ciała zamiast skory i kości, przy piciu wody z rozcieńczonym sokiem pomarańczowym tylko, da mi pełnię w tym, że to wszystko działa i JESTEM kompletny w świetle ;-) Nie wspominając o ciszy wnętrza w tu i teraz, jest cudowna.

Dzień 8 – 14.09.2012

Myślę, że teraz będę pisał rzadziej. Czas regeneracji jest bardzo spokojny, potrzebuję ciszy, więcej medytacji. Moja percepcja rzeczywistości pogłębia się, czuję jak bardziej chłonę swym wnętrzem to co na zewnątrz poprzez ciało eteryczne, astralne… Ciało fizyczne jest bardziej neutralne, ten worek hormonów i nawyków jest spokojniejszy bo umysł działa inaczej.

Moja uwaga szczególnie koncentruje się na ciszy w oddechu. Mam wrażenie, że oddech łączy moje subtelne ciała w jedno. Ciekawe odczucie.

Waga nieco waha się pomiędzy ok. 56. Piję tylko wodę z odrobiną soku. Czuję się dobrze ale jeszcze bez nadmiaru energii. Nic mnie nie boli tylko chłodno mi nieco i ubieram się cieplej.

Dzień 9 – 15.09.2012

Tak już za mną 9 dni procesu, tylko picie rozcieńczonych soków. Używam mniej soku ok. 1/5-1/6 bo mam wrażenie, że jest za ciężki dla mnie gdy mieszam 1/4 soku. Poranny obowiązkowy spacer po trawie i świadomy oddech. Waga 56 kg z nadzieją na wzrost ;-) Dużo uśmiechu i radości wewnętrznej!!! Czuję się bardzo dobrze, mam energię tzw. krótkoterminową, na dłuższe wysiłki raczej się nie porywam… a jednak dzisiaj zrobiłem spacer bardzo długi i przesadziłem. Ten okres musi być okresem odpoczynku, regeneracji. To bardzo ważne !!!

Zauważyłem, że piciem chcę sobie zafundować uczucie sytości (stary program), dlatego chcę nieco ograniczyć ilość picia i pić świadomie wtedy kiedy naprawdę moje ciało mówi “tak”. Świadomość ciała jest nieziemska.

Ważna dla mnie sprawą jest to, że cały ten proces to min. Wielka Lekcja Świadomego Oddychania. Każdy oddech ma taka moc kształtowania wszystkiego w ciele, w naszym życiu. Poświęcam się temu bez miary. Wielkie błogosławieństwo. Oddech uspokaja, ukierunkowuje energię, czyni połączenie ze źródłem w sobie, pełnym, wolnym i to oddech wraz z afirmacją programuje moje ciało mocniej.

Ważna sprawa o której nie wspominałem podczas procesu, która jest bardzo istotna. To przeprogramowanie swego biokomputera na życie światłem. Te nowe programy po przez afirmacje są instalowane w połączeniu z oddechem. Niesamowicie potężne narzędzie o którym też wspominała Jasmuheen. Robię to codziennie, by to co już zasiewałem od kilku lat w tym okresie wzmocnić szczególnie bo tak naprawdę tylko trzymają nas przed pełnym BYCIEM ograniczające przekonania.

Dzień 10 – 16.09.2012

Ten dzień wydaje się pozornie spokojny bez jakiś szczególnych objawów. Czuję się dobrze ale wciąż nie o pełnym potencjale energetycznym. Druga połowa przyszłego tygodnia zapowiada się trudniejsza w pracy i stąd też moje zaniepokojenie ale to nie jest wszystko.

Pojawiły się w moim sercu wątpliwości co do procesu i pytania czy tego naprawdę chcę?

Czy moje ciało będzie zasilone należycie wszystkim co potrzebuję do zdrowego funkcjonowania bez spożywania fizycznej żywności ? Już wysłuchałem tak wiele świadectw na ten temat a jednak taki wątek w głębokich warstwach mego umysłu istnieje.

Ważniejsze pytanie, to czy tego tak naprawdę chcę ? Czy chce tak odcieleśnić swoje bycie tu na ziemi ? Pojawiają się wspomnienia jak wiele przyjemności zdrowej można mieć dzięki ciału. Wiem, że można z wielu przyjemności korzystać dalej odżywiając się światłem ale czy to będzie takie pełne życie światłem, dwiema nogami w dwóch światach. Niby też tak można. Chociażby przykłady Mistrzów Urzeczywistnionych świadczą o tym, że można i należy tak żyć wśród ludzi. Wątpliwości z umysłu, nie z serca.

To są moje dylematy chwili obecnej. Proces chcę przejść i jeżeli nie będzie utrudnień w związku z pracą to wszystko będzie super. Czy to będzie czas oczyszczenia tylko, czy czas odkrywania innych wymiarów? to pokaże mi ciało.

Jedno wiem już teraz. Bardzo wiele mam wewnętrznego wglądu w swoje życie i to jest wielka moja radość. Również wiem, że wszystko sprowadza się do ZAUFANIA ale też granica tego jest gdzieś w mym sercu które ograniczane jest brakiem wiedzy z doświadczenia. To jest przekraczanie siebie samego, poza znane ku – prawdziwemu BYCIU.

Dzień 11 -17.09.2012

Połowa procesu za mną, czas płynie tak cudownie w odkrywaniu nowych obszarów poznania siebie a przez to świata który jest refleksem tego co we mnie. Wyostrzają się moje zmysły, mój wgląd w programy które mnie ograniczają i przestrzeń wszelkich możliwości. Tak wiele wypływa na powierzchnię wody, ta góra lodowa zanurzona w wodzie wynurza się by treści podświadomości były uwalnianie, uświadamiane. Tak, cel najważniejszy, jak pisał De Mello to ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ.

Waga jest ta sama ? 56 kg, poczucie bardzo dobre bez porywania się na większy wysiłek. Potrzebuję spokojnie płynąć przez każdy dzień a w ciągu dnia leżenie jest wskazane, medytacja, przyroda i oddychanie świadome co obecne miejsce mego pobytu daje mi tego dużo. Wierzę, że druga połowa tygodnia pomimo wielu zajęć przejdzie z sukcesem i uśmiechem.

Ten proces obecnie mnie oczyszcza po przez uświadamianie sobie, co pochodzi od prawdziwego MNIE a co od mego ego które przez doświadczenie ukształtowało swoje preferencje, marzenia, pragnienia, lubię, nie lubię. Gdy czyta się dużo, poznaje dużo, myśli się, że urzeczywistnienie ma wyglądać tak jak życie oświeconych mistrzów a tak naprawdę odkrywam by porzucić wszelkie oczekiwania, pragnienia, marzenia, wszelkie koncepcje jak to ma wyglądać, wszelkie metody, techniki by po prostu zaistnieć w pełni i BYĆ nagim, kompletnie wolnym od scenariuszy ego. Mam czas, by ten wgląd pogłębić mocniej, by rozpuścić wszelkie ewentualne drogi mego rozwoju i poddać się ?Tao?, poddać się memu sercu poza umysłem, poza próbami kontroli i zrozumienia. To niezwykłe doświadczenie, odkrywać siebie na nowo.

Mą rozszerzającą się świadomością dostrzegam co mną kieruje, co motywuje w podejmowaniu jakiegokolwiek działania w gestach, słowach, planach, preferencjach. Coś niesamowitego.

Czas oczyszczenia fizycznego za mną a teraz czas oczyszczenia świadomości z nieopanowanych i niezrozumiałych zachowań ciała i umysłu. Jestem w procesie odchodzenia od bycia automatem, niewolnikiem ciała i umysłu. To droga niezwykła i długa ale warta doświadczenia by poczuć, co znaczy BYĆ ŚWIADOMYM naprawdę.

Po prostu JESTEM, pełniej, mocniej i świadomiej w tu i teraz?

Dzień 12 – 18.09.2012

To już tyle czasu nie jem, a w tym 6 dni bez picia ;-) Moje poczucie się bardzo polepszyło, mam więcej energii ale jest mi chłodno wciąż. Ubieram się ciepło. Waga ok. 56-57 kg. Jak na razie nie czuję jakiegoś dyskomfortu, apetytu. Przypominają mi się różne smaki które są piękne i które w przyszłości chce doświadczać. Ogólnie mam poczucie wyzwolenia. To jest piękne. Oczekuję dostatku energii, lepszej wagi i poczucia, że proces zakończył się sukcesem i rozpocząłem odżywiać się praną jako głównym źródłem mego zdrowia.

Dzień 12-13   18-19.09.2012

To już tyle czasu nie jem, a w tym 6 dni bez picia ;-) Moje poczucie się bardzo polepszyło, mam więcej energii ale jest mi chłodno wciąż. Ubieram się ciepło. Waga ok. 56 kg. Pije rozcieńczone soki. Jak na razie nie czuję jakiegoś dyskomfortu, apetytu, chociaż czuję smaki na odległość.

Przypominają mi się różne smaki które są piękne i które w przyszłości chce doświadczać ale w inny sposób. Chciałbym, jeżeli proces zakończy się sukcesem (a mam taki odczucie, że on już się zakończył tylko utrwalam rezultaty, chociaż gdyby było inaczej to i tak to jest ogromna przemiana w świadomym mym odżywianiu), jeść dla towarzystwa i przyjemności ilości i jakości które są najbardziej przyjazne dla mego ciała. Ono samo mną pokieruje w tej materii. Chociaż teraz mogę sobie pisać a i tak czas to zweryfikuje.

Zdaję sobie sprawę jak bardzo byłem uzależniony od programowego jedzenia. Jak pragnienie doświadczenia smakowego, odczucia sytości nade mną panowało. Teraz nie mam głodu ani pragnienia go zaspokojenia (dziwne ;-) a zarazem mam siłę widzieć skąd przychodzi chęć na coś i umiem powiedzieć ? nie. Co za wyzwolenie ku świadomości. Ogólnie mam poczucie lekkości i wolności w ciele. To jest piękne. Oczekuję pełnego poczucia, że proces zakończył się sukcesem i rozpocząłem odżywiać się praną jako głównym źródłem mego zdrowia po przez zwiększenie wagi, dostatku energii itp.

Zakończył się dla mnie drugi etap ? regeneracja. Teraz wszystko pieczętuję ku pełnej wolność. Zobaczymy ?

Dzień 14 – 20.09.2012 - ZAPIS

Ten dzień jest niezwykły w swym doświadczeniu, w pogłębianiu poznania siebie samego. Moje kroczenie każdego dnia od nowa, w każdej chwili na nowo w życiu światłem jest bardzo silnie zakorzenione w mej świadomości. Czuję to całym sobą.

Dzisiaj zjadłem śniadanie w towarzystwie klienta, pojechaliśmy wczoraj razem do szpitala na dwa dni i okoliczności były taki, że z radości i miłości bycia z nim – wobec Jego propozycji – zdecydowałem się zjeść śniadanie razem z nim w restauracji przy hotelu. Było to niezwykłe doświadczenie po którym dalej nie kontynuuję jedzenia a tylko picie, gdyż kierunek mej drogi jest jeden i bardzo wyraźny dla mnie.

Poznałem jeszcze głębsze mechanizmy mego ego które mną kierowały przez to. Otóż zauważyłem, że nagle gdy stanąłem przed wyborem wielu bardzo zdrowych i smacznych rzeczy (stół szwedzki), zacząłem wybierać wg. starych programów które z umysłu o zdrowym jedzeniu ale to już nie działa. Nie je się umysłem! Zjadłem nieco za dużo i było to zbyt zróżnicowane (prostota !!!), bo czułem się po tym bardzo pełny. Faktycznie wystarczyło zjeść tylko 1/3 , a nawet 1/4. Teraz potrzebuję się oczyścić z tego co czuje w jelitach ;-) Nie jest fajnie nosić coś ciężkiego w brzuchu, co daje odczucie dyskomfortu. Energetyka moja się zmieniła, czułem jak energia została skierowana na trawienia i w związku z tym pojawiło się osłabienie. Uświadomiłem sobie, że nie zatrzymałem się i nie wybrałem tego co chcę naprawdę z serca, intuicyjnie, nie słuchając ciała które jest jak ?delikatne dziecko? teraz. Panowały nade mną programy zdrowego odżywiania zasadzone w umyśle a to już nie działa.

Nie jest to zdarzenie które mnie jakoś osłabia, czy coś w rodzaju porażki, czy coś czego miałbym żałować. NIE. Nie ma rzeczy w mym życiu których żałuję, to stare programy destruktywne ale są zdarzenia od których się bardzo dużo nauczyłem i uczę o sobie, o życiu. Dzięki temu jeszcze głębiej dotknąłem warstwy siebie, tendencji do nie bycia w ciele w tu i teraz ale w nawykach umysłu, . Dziękuję Bogu za to doświadczenie które jest bardzo ważne i daje niesamowitą ŚWiADOMOŚĆ.

Jeszcze jedno mi się nasuwa, otóż poczucie owej ciężkości dało mi wrażenie oddzielenia od siebie. Nie potrafię tego dokładnie wyrazić ale to jest odczucie separacji, nieposzanowania mądrości swego ciała która jest wpisana w nie. Tak przejrzyście dostrzegłem trzy swoje aspekty: ciało, umysł (ego) i swe wewnętrzne Boskie Jestestwo (serce). Podczas niejedzenia one się jednoczyły, harmonizowały co dawało niesamowity stan BYCIA. Kiedy poszedłem za ?programem? umysłu, nie wsłuchując się w ciało doznałem rozdzielenia.

Ciało jest jak czuły instrument który wydaje dźwięk, umysł jest jak ten który stawia granice, lustra by Boskie Serce Boże mogło odkrywać siebie i tańczyć w ciele.

Tak, czasami myślałem i mówiłem pięknie o zdrowiu, o tym co znaczy nie słuchać swego ciała ale teraz to doświadczenie pokazało całą pełnię tego jak słucha się ciała myśląc i zrozumiałem, że chodzi o słuchanie ciała nie myśląc ale czując ;-) Takie to proste i oczywiste dla wielu (zwłaszcza dla kobiet, panów czasami też ;-) , ale to doświadczenie jest kolejnym “milowym” krokiem w moim życiu w oczyszczaniu się i wzrastaniu. Dziękuję Bogu za nie bardzo.

Nie patrzę sztywno na książkową formę 21 dni wg. Jasmuheen, to była bardziej inspiracja o czym pisałem wcześniej. To jest dla mnie propozycja a i tak teraz to się odbywa bardzo inaczej niż 20 lat temu. Breterianinem można zostać z dnia na dzień gdy się jest wystarczająco oczyszczonym. Dalej kontynuuję styl życia bez jedzenia, bez spożywania pokarmów stałych do pełnego przekonania, że światło jest moim głównym źródłem energii (chyba, że zacznę się źle czuć). Potem zamierzam słuchając swego ciała ulegać ?mądrze? towarzyskim zachciankom dla radości smakowej a nie by z tego czerpać energię do bycia zdrowym w pełni ;-)

Dzień 15, 16.

Piękny słoneczny dzień, bez jedzenia o samym piciu. Czuję się wyśmienicie, naprawdę jest super. Nie chcę jeść ani nie czuję takiej potrzeby. Mam dość dużo energii i jestem szczęśliwy.

Mam poczucie, że już zacząłem żyć światłem, chociaż przygląda się temu mój umysł z dystansem. Waga jest wciąż ta sama, ok. 56+ kg ;-) Planuję okresowo przebadać sobie krew i mocz by wiedzieć jaki jest stan mego organizmu gdy będę w PL a po jakimś czasie powtórzyć badanie , by dopełnić przekonanie, że proces został zakończony. Oczekuje też, że moja waga dobije to tego co cały czas miałem ale przede wszystkim ważne dla mnie jest samopoczucie i jemu się przyglądam uważnie i sygnały płynące z ciała.

W zasadzie postanowiłem żyć światłem tak jak chcę żyć po zakończeniu procesu przejścia, powstrzymując się jeszcze od smakowych rozkoszy towarzyskich w postaci stałej przynajmniej do 21 dni od początku mego nie jedzenia a potem chce odkrywać siebie w wolności od jedzenia.

Obecnie nie ma dla mnie problemu by napić się gorzkiej czarnej herbaty (o dziwo mi smakuje kiedy przez całe swoje życie bez cukru nie byłem w stanie się obejść), napiłem się też kawy i? przyglądam się temu jak moje ciało reaguje. Dziwne to, bo mam wrażenie jakby to wszystko mnie nie dotykało, tylko smakowa przyjemność. Uczucie w rodzaju takim, że zasilenie do zdrowego życia przychodzi z innego źródła a to nie ma na mnie żadnego wpływu (z wyjątkiem mycia zębów ;-) . To tylko subiektywne odczucie i tylko czas potwierdzi to jak się naprawdę rzeczy mają ze mną. Chociaż poznam się, że napicie się kawy dało mi chwilowe odczucie spadku energii, o dziwo ;-)

Bardzo lubię rozcieńczony sok pomarańczowy, jest bardzo przyjemny ;-)

Dzień 17 – 23.09.2012

Zauważyłem, że gdy stawiam sobie w obecnym okresie jakieś cele co do przyszłości, że np. przez kolejne dni nie będę jadł, to łatwo mi się rozjechać. Nie funkcjonuje w przyszłości ! Cele w czasie buduje mój umysł, moje ego który chce pokazać jak kontroluje wszystko. Kolejna lekcja pokory. Kiedy żyję świadomie w tu i teraz ujawnia się w mym życiu moc która dodaje mi skrzydeł bez wybiegania w przyszłość, moc INSPIRACJI w danej chwili . Umysł chce planować, kontrolować przebieg spraw, stawiać sobie różne cele a serce żyje w tu i teraz tylko.

Ktoś powie, a co z marzeniami ? Nie ma marzeń o przyszłości (takie tylko istnieją w umyśle a nie w sercu). Moje serce marzy bardzo często i od razu chce żyć tymi marzeniami tak jakby było już spełnione. Czyli marząc, wyobrażając sobie swoje życie światłem, wstaje i od razu zaczynam żyć w zgodzie z wyobrażeniem, z marzeniem. Takie to proste. Bez przyszłości która tak naprawdę nie istnieje (jest złudzeniem), w wiecznym TERAZ.

Miałem rozmowę z pytaniem: jak to będzie jak się spotkamy w restauracji ? Przez chwilę, przeszły różne scenariusze mi po głowie i odpowiedziałem: nie wiem, jak się spotkamy to zobaczysz ;-)

Tak samo zastanawiałem się nad tym, jak to będzie jak pojadę w odwiedziny do mojej mamy która troskliwie chce coś przygotować do jedzenia, powiem: hej mamo, jestem na diecie pranicznej ;-) … Już nawet myślałem, że poświęcę się tak by jej nie robić przykrości. Jej przekonania w kwestii jedzenia, w jej wieku są już niezmienne. Odpuściłem sobie, chwila określi to jak będzie.

Każde spotkanie z ego jest spotkaniem z lustrem bym mógł lepiej siebie poznać, przerobić program swej niewoli. Tak przerabiałem swoja energie seksualną aż doświadczenie harmonii pierwiastka męskiego i żeńskiego uczyniła mnie pełnym i wolnym od prób szukania spełnienia przez ciało. Po prostu już nie szukam, przy tym całym temperamentnym szarpaniu się w przeszłości. Podobnie jest z programami związanymi z jedzeniem. Harmonia ciała, umysłu i serca czyni człowieka kompletnym w przeżywaniu miłości do siebie samego tu na ziemi.

Nie mam czym się szczycić jak tylko mym szczerym sercem przed Wami, wszystko poza tym jest złudzeniem. Sytuacje wokół mnie są refleksem tego co we mnie żyje.

Oczywiście kontynuuję styl życia bez jedzenia i tylko tyle? ;-) Już nawet nie myślę o jakimś procesie, po prostu Jestem. Przypomniał mi się wykład Veni o swoich doświadczeniach w przeprowadzaniu wielu ludzi na dietę praniczną. Powiedziała min. coś takiego, że po procesie przejścia można np. jeść raz dziennie, raz na tydzień, raz na miesiąc, a może raz na parę miesięcy. To nie ma znaczenia, chodzi o zapis w komórkach. O doświadczenie tego, że można żyć inaczej, w innej perspektywie.

Myślę, że będę rzadziej o tym pisał wszystkim teraz, uważam drogę za rozpoczętą a oczywiście badania i informacje o moim samopoczuciu będę umieszczał co jakiś czas. Czas potwierdzi jak to jest naprawdę w moim indywidualnym przypadku aż stanie się to normalne, bo jak na razie to jest wciąż dla mnie bardzo nowe;-) Jest cudownie. Namaste

Dzień 18 – 24.09.2012

Dzisiaj miałem ciekawe doświadczenie. Byłem na spacerze który wymagał ode mnie nieco wysiłku (ostatnie trzy dni padało ;-) . W czasie spaceru pojawiło się uczucie spadku energii a za nim obawa ale gdy szedłem dalej energii mi przybywało. Z każdym krokiem zyskiwałem tyle energii ile potrzebowałem, nie więcej nie mniej ale w sam raz. Wszystko jakby samo się regulowało. Dziwny stan i bardzo nowy dla mnie. Zobaczymy jak to będzie się rozwijało.

Ogólnie czuję się bardzo dobrze, tylko o samym piciu. Waga wciąż ta sama ? 56 kg.

Dzień 21 – 27.09.2012

Przydało by się podsumowanie tego wszystkiego. Nie był to proces dokładnie jak w książce Jasmuheen ale na pewno był to mój intuicyjny proces i dokonały się w moim życiu wielkie przełomowe sprawy i wciąż się dokonują.

Nie jem przez 21 dni, w tym było sześć bez wody na początku. Piłem przede wszystkim rozcieńczony sok pomarańczowy (były inne soki ale nie smakowały mi tak bardzo), piłem gorzką herbatę czarną (owocowa mi kompletnie nie podchodziła – dziwne), napiłem się też kilka razy kawy bez kofeiny z dodatkiem mleka. To wszystko. Cała moja historia.

To co pije czy próbowałem postrzegam jako rzeczy o różnych stanach ciężkości. Jest to bardzo fajne doświadczenie. Sięgam po pełny sok – cięższy niż rozcieńczony. Rozróżniam ciężkość kawy różnie zrobionej, herbaty itd.

Czuję się bardzo lekki wewnętrznie, duchowo, mentalnie, emocjonalnie. Waga utrzymuje się po spadku i jak na razie nie zmienia – 56 kg (a moje 60 kg od 20 lat jest przede mną ;-) .

Umysł pracuje niezwykle spokojnie. Jest to bardzo fajne, przejrzyste, bez śmieci. Jestem bystrzejszy ;-)

Jak się czuję ? Bardzo dobrze. Naprawdę świetnie. Mam wrażenie, że mam podobny poziom energii jak przed. Nie wiem jak to będzie przy większym wysiłku. Tylko spaceruję i jest ciekawie, spokojnie. Mam potrzebę ruchu, gimnastyki ale bez przesady. Czuje, że jak się ruszam to mi energii przybywa, mam jej tyle ile najbardziej potrzebuję w danej chwili.

Nie mam pragnienia jedzenia a odkryłem w sobie bardzo głęboki program związany z pozorami jedzenia. Gdy umysł zaczyna się “nudzić” swym odcieleśnieniem, nie ma czym się ekscytować to szuka “emocji”. Ciało jest czyste i puste, więc pojawiają się pragnienia by je obciążyć. Naprawdę to jest niesamowite. I samym piciem można się obciążać i dawać sobie substytut sytości. Takie to zawiłe tendencje się ujawniają.

Planuje będąc w Polsce jak mi się uda codziennie przebiec kilka kilometrów w mym ukochanym lesie gdzie przebiegałem setki kilometrów przygotowując się do maratonów.

W maratonach nie mam zamiaru biegać. Zrodził się we mnie bardzo duży szacunek do energii wewnętrznej, by ja nie marnować. A takie ekspresyjne sporty zużywają dużo energii tylko by ego wzmocnić. Mam dużą świadomość i szacunek do energii płynącej w mym ciele którą czuję bardzo wyraźnie.

Również jak przyjadę do PL to chce zrobić badania medyczne by zobaczyć jaki jest stan mego ciała, po jakimś czasie je powtórzyć.

Nie mogę w nocy spać, śpię tak połowę a druga kręcę się w łóżku ;-) Podobno czas spania skraca się o połowę podczas odżywiania się praną ;-)

Cały czas towarzyszy mi świadomy oddech, to jest nieziemskie narzędzie dostrajania się do całego Wszechświata i do mego serca.

Chce mi się dużo pisać. Zdaje się, że jest to jedna z moich dróg teraz, fajnie by było mieć jakąś kasę z tego. Hmmm… zobaczymy ;-)

Będę was informował co się dzieje, co jakiś czas. Życie pokaże jak to się wszystko ułoży w przyszłości, jest TU i TERAZ i pełna radocha na mej twarzy ;-)

Zobaczymy, na razie wszystkie znaki na ciele i na niebie mówią mi, że dokonało się to – przeszedłem na dietę praniczną !!!, ale oczywiście mój umysł przygląda się temu z małym niedowierzaniem i jest jeszcze w małym dystansie, ale niedługo jak tak dalej będzie to wyglądało, to go przeciągnę na swoją stronę ;-)

Pozdrawiam Wszystkich bardzo ciepło i DZIĘKUJĘ, JESTEŚCIE CUDOWNI

DZIĘKUJĘ BOGU, ŚWIETLISTYM ISTOTOM którzy wspierali mnie w tym procesie na płaszczyźnie duchowej i fizycznej.

Pokój Wam wszystkim

23 dzień – 29.09.2012 WOLNOŚĆ

Brak jedzenia dobrze mi robi. Mam wyjątkowo dużo energii i bardzo się tym cieszę. Chce mi się biegać i tańczyć. Waga stoi w miejscu – 56 kg.

Chciałbym dzisiaj podzielić się pewnym “eksperymentem” który wniósł w moje pole doświadczania siebie wręcz nie oczekiwane dane. Otóż chciałem sobie dogodzić robiąc kawo-czekoladę z mlekiem i wodą. Wiem, dziwna mieszanka ale miałem na to smaka (najbardziej uwielbiam kawę mocha). Próbowałem znaleźć najlepsze dla siebie proporcje by pogodzić doznania smakowe z doznaniami wewnątrz mego brzucha. Wierzcie mi, to było przezabawne. Przygotowałem sobie wszystko z wielka starannością i zaczynam pić, ale czuje jakiś w sobie dysonans, który ogarnia doznania smakowe i żołądkowe. Doznanie było takie, że czułem odbiór informacji z jamy ustnej tak samo ważny jak z okolic brzucha, coś w rodzaju jedności wewnętrznej której nie mogłem oddzielić. Albo jedno było zadowolone albo drugie. Spróbowałem swej super produkcji i wylałem… Podjąłem się ponownie zadania zmieniając proporcja, i tak kilka razy szukałem w tym wszystkim harmonii ;-) Skończyło się na jakimś 70% zadowoleniu z tego co zrobiłem, zmarnowałem mnóstwo tego wszystkiego i to cała przygoda w odkrywaniu siebie. Co za jazda bez trzymanki, całe ciało włącznie z kubkami smakowymi mówiło do mnie jako nierozdzielna całość.

Odkryłem jeszcze coś najlepiej działającego dla mnie jeżeli chodzi o oczyszczenie. Może nic nowego i nieco za późno bo niewiele jest do oczyszczania ;-) Akurat nie kupowałem tego wcześniej a zadziałało rewelacyjnie. Wcześniej kupiłem sobie suszone śliwki by się nieco przeczyścić i zadziałały tak sobie z opóźnieniem. Dzisiaj kupiłem sobie czysty sok ze śliwek, zadziałał błyskawicznie, trochę ruchu na spacerze i od razu ?królewski tron?. Uwielbiam w sobie tą lekkość, jest nieziemska. Cudownie się oddycha.

Tak więc życie płynie dalej i podążam z lekkością w sercu i z uśmiechem na twarzy. Jestem szczęśliwy.

04.10.2012

Kolejne dni bycia na diecie pranicznej. Już nie liczę dni od 7 września. Mój stan wewnętrzny jest bardzo szczególny. Dopisuje mi dużo energii i wielkiej witalności wobec spotkań z ludźmi. Doświadczam wewnętrznej integracji w swych myślach, uczuciach serca i sygnałach z ciała. Wszystko staje się jednością. Duchowość przybiera w moim życiu inna formę i jest ściśle związana z ciałem. Ciało samo w sobie jest czułym odbiornikiem różnego rodzaju wibracji, atmosfery wokół mnie. Jest to o wiele głębsze i bardziej przejrzyste doświadczenie niż to które miałem do tej pory.

Myślałem, że styl życia bez jedzenia mnie bardzo uduchowi i oderwie nieco od tej rzeczywistości fizycznej i tak się stało tylko inaczej niż byłem w stanie sobie wyobrazić. Jak najbardziej sprawy ducha w moim doświadczeniu stały się esencjonalne, głębsze, bez teorii a również cały ten stan mnie bardziej zespolił z mym ciałem. Nie rozdzielam spraw ducha i sprawa ciała. Jestem wyjątkowo w tu i teraz co jest bardzo silną obecnością wynikająca z wewnętrznej równowagi która jest ściśle związana z funkcjonowaniem ciała.

Mówi się tak wiele o życiu wg. serca i jest to najważniejsze moje osobiste odkrycie. Odkrywam również, że życie wg. serca to życie z nieobciążonym jelitem grubym. To świadomość siebie zamieszkująca każdą komórkę swego ciała ku wykorzystaniu optymalnie swego ubrania w radości.

Jeszcze raz chce podkreślić silne bycie w tu i teraz w ciele, w sercu i spokoju myśli. Bez oceniania czegokolwiek, bez odnoszenia się do przeszłości i przyszłości. Świadomością tego, że wszystko się zmienia wyzwala przyjmowanie wszystkiego, każdego człowieka jako doskonałej ekspresji danej chwili. Bezwarunkowa miłość płynąca z serca, nie z umysłu który hoduje preferencje ego. Tak, co jest ważniejsze poznanie siebie wykorzystując ego, czy stworzenie historii o swoim rozwoju duchowym, gdzie tak naprawdę jej nie można stworzyć bo jest ona naszą rolą w scenariuszu przyjętym na ziemi, w doskonałej ekspresji ciała i otoczenia.

 

06.10.2012

Kolejne dni wolności od programu jedzenia koniecznego. Tak to powinno brzmieć, nie jem i całym sercem w swej świadomości chcę by światło rozświetlało każda moja komórkę. To jest doświadczenie wyzwolenia które jest ponad wszystko co jest mi znane.

Miałem okazje odwiedzić mamę jak to mam w zwyczaju czynić kiedy jestem w Polsce. To było cudowne odkrywanie siebie w “jedzeniu” w towarzystwie mej rodzicielki. Nie siliłem się na jakiekolwiek tłumaczenie tego co robie w swej diecie, nie czułem by podejmować próbę tłumaczenia tego wszystkiego. Zjadłem bardzo niewiele, trochę zupy pomidorowej, trochę owoców, było to jedzenie proforma, smacznie przyjęte od serca mamy. W tym wszystkim jak ważne było dla mnie sięganie po lekkie pokarmy i błogosławienie ich światłem. Cudowne doświadczenie panowania nad swym ciałem, odczuwania go bardzo głęboko w miłości własnej. Wolność od przymusu jedzenia, to jest zajefajne, niesamowite, mogę jeść w szacunku i miłości do swego ciała i mogę nie jeść tak długo jak chcę bez negatywnych odczuć.

Miałem sytuację ostatnio kiedy pojawiała się paszcza potwora która ujawniała program z podświadomości przez który chciała mnie wciągnąć w kanał “alkoholika”. Każdy jest takim Anonimowym Automatem który rozwijając się doświadcza uzdrowienia/wyzwolenia od programów ego które były tak długo hodowane w kontekście radzenia sobie z emocjami. Każda taka sytuacja jest lekcją, głębokim dotknięciem siebie przez łzy odkrywania swojej mocy, siebie samego.

Kocham każda chwile przeżywaną na maksa całym sobą w szczerości, w przyznawaniu się do tego jak się czuję, co myślę, mając poczucie samoakceptacji bezwarunkowej, poczucie bezwarunkowego ukochania siebie przez światło Boga we mnie. Zmieniam się, jestem nieprzewidywalny, daleki od przyszłości i przeszłości, totalnie w tu i teraz. Kocham Was <3

 

16.10.2012 – Kolejne dni życia wg. diety pranicznej bez liczenia od 7 września ;-) .

Kroki ku wolności są zaskakującą drogą na której spotyka się kamienie. Odkrywanie głębokich programów które ubezwłasnowalniają mnie w byciu naprawdę wyzwolonym.

Dowiedziałem się, że moja potrzeba słodkich napojów jak kakao, czekolada, kawa wynika z tego, że moja wątroba wciąż się oczyszcza i potrzebuje do tego energii. Pomóc jej można codziennie spożywając oddzielnie sok z cytryny a potem oliwę z oliwek co zacząłem czynić. To oczyszczanie może trwać ok. 2 miesiące by wróciła pełna forma energetyczna wątroby.

Mam takie chwile, że spada mi energia (inaczej niż to było podczas jedzenia) . Wtedy szukam czegoś słodkiego lub odpoczynku. Jest to chwilowe i szybko znika pomimo ogólnego bardzo dobrego samopoczucia psychicznego i również fizycznego. Wtedy potrzebuje usiąść, położyć się na chwilę, głęboko oddychać.

Pije różne rzeczy: herbatę czarną, owocową, ziołową, kawę, kakao, kawę zbożową, soki, zmiksowane owoce z wodą, wodę ale tez wzmacnia się kierunek coraz lżejszych napojów, i to jest bardzo fajne. Podoba mi się to odczucie lekkości. Mam koktajler i robie rożne wymyślne rzeczy jak np. szklanka wody, łyżeczka miodu, pół jabłka, pół gruszki i np. trzy suszone śliwki.

Ku mojemu zaskoczeniu zdarzyło mi się ze cztery-pięć razy sięgnąć po kromkę własnej produkcji chleba i ciasteczka, czy coś podobnie dobrego ;-) . Brzmi może to śmiesznie, bo co to jest? Nic wielkiego ale najbardziej interesujące dla mnie jest ? dlaczego to robię?

Rozumiem i bardzo świadomy jestem tego gdy chce się zajeść emocje, to jeden ze starych bardzo silnych programów który już miałem okazję poznać.

Rozumiem, że można sięgnąć po jedzenie z nudów by doświadczyć zewnętrznej aktywności.

Odkryłem również coś bardzo nowego dla mnie. Sięgnąłem po trochę jedzenia (śmieszna ilość ;-) a potem pytałem siebie dlaczego. Jestem spokojny, wyciszony. Moje ciało jest spokojne, myśli również, takie bycie w medytacji i nagle ujawnia się zapis komórkowy w którym moje ciało domaga się wewnętrznej aktywności organów trawiennych. Zaskoczyło mnie to bardzo, że jest pewien rodzaj zapisu, pamięci w organach który może być aktywny i może wewnętrznie przymuszać mnie do sięgania po jedzenie.

Ogólnie czuje się bardzo dobrze, moja waga wynosi bez zmian po spadku ok. 56 kg. Samopoczucie z uśmiechem jest bardzo dobre. Wyjątkowy stan samoświadomości, introspekcji nad tym co się czyni, gdzie się jest. Duża potrzeba tej wewnętrznej integracji ciała, serca i umysłu we wszystkim.

I to co najważniejsze, objawiają się coraz mocniej subtelne wibracje miłości bezwarunkowej płynące z mego serca. Nieustanna tożsamość bycia w przestrzeni serca. Boska sprawa – JAM JEST

4 listopad
Mineło sporo czasu (od 7 września) w mej bretariańskiej drodze, jak również było wiele nowych doświadczeń. Każdy dzień jest jak decyzja moja osobista, gdzie chcę iść, decyzja dot. jak bardzo chcę szanować siebie i to co śpiewa w mym sercu. Niezmiennie znajduję w sobie odpowiedź: w stronę światła, być w nim nieustannie, totalnie całe swoje życie ukierunkować ku poznawaniu siebie samego. Czas pozwolił mi bardzo głęboko wejrzeć w to co kieruje mną przy sięganiu po różne napoje, i inne drobne rzeczy co jakiś czas jak kromkę chleba z masłem, ciastko itp.
Z tych wszystkich zaskoczeń w uświadamianiu sobie czym się kieruję przy tych różnych czynnościach dotarłem do jednego które moim zdaniem jest najważniejsze. Wewnętrzny motyw by sięgnąć po coś cięższego niż woda. Było jedzenie z programu ? śniadanie, obiad, kolacja; było jedzenie zajadające emocje, jedzenie wynikające z pamięci organów (pamięć komórkowa – tak to nazywam).
Objawiło mi się sięganie po jedzenie by dostroić się do rzeczywistości mnie otaczającej. To był wgląd który mnie kompletnie zaskoczył. Jestem ?gdzieś? i automatycznie dostrajam się do wibracji mnie otaczających po przez sięganie np. po kawę, czekoladę, ciastko, chleb ? Czuje jak wtedy zmieniają się moje wibracje, są bardziej widoczne dla innych. Jestem bardziej widoczny dla innych! Kiedy jestem w przyrodzie długo, to mogę żyć tam wręcz bez niczego. Zestrajam się wibracyjnie z życiem pochodzącym ze światła, ze źródłem życia. Kiedy jestem w mieście, otoczony betonem, ludźmi którzy SĄ mocno zakorzenieni w rzeczywistości fizycznej to by BYĆ między nimi potrzebuje się jakoś ?obciążyć?. Nie potrzebuje tego jeżeli czas przebywania w przyrodzie jest odpowiednio dłuższy w porównaniu z czasem między ludźmi o wibracjach bardzo fizykalnych. Chodzi o ludzi spożywających mięso, pielęgnujących w sobie uczucia niechciane, którzy uzależniają swe szczęście od zewnętrznego świata itp.
To co napawa mnie smutnym zastanowieniem w tym wszystkim to bezradność wobec tego. Po prostu nie wiem jak się od tego uwolnić, by być w pełni wolnym? Mam wyzwanie ;-) Po prostu wyprowadzić się trzeba do lasu ;-) ale ja chcę być wśród ludzi, dzielić się swym uśmiechem, dzielić się z nimi radością swego serca.
Jak to robią mistrzowie urzeczywistnieni ? Ludzi do nich przychodzą, do miejsc gdzie energia jest na tyle wysoka by oni mogli żyć totalnie w świetle i się nim dzielić?


Jakie jest moje życie światłem ?

Kiedy wylądowałem w Polsce, doznałem szoku gdy przed wylotem było +5 stopni a po wylądowaniu -10 stopni. Naturalnie potrzebowałem coś ciepłego spożyć – zupa kremowa jest rewelacyjna.

Przez ten czas zbudowałem sobie obraz samego siebie – niejedzącego i za każdym razem kiedy sięgnąłem po coś (z różnych powodów o których pisałem kiedyś), czułem się nie fajnie bo odbiegało to od mego wewnętrznego obrazu siebie samego. Potrzebowałem jakiegoś czasu by doświadczyć wolności od mego toksycznego tworu – obrazu siebie samego.

Dzisiaj nazywam to wolnością od przymusu jedzenia. Jestem na diecie pranicznej i nie jem – dzień, dwa, tydzień więcej a jak sięgnę po coś to wtedy gdy mam potrzebę smakową, towarzyską i wibracyjnie-rezonansową by komunikować się z pewnymi przestrzeniami w życiu.

Sięgam wtedy po rzeczy lekkie, zdrowe (rawfood) z małymi przyjemnymi wyjątkami.

Czuje wolność od jedzenia, bo nie czuję głodu i nie muszę. To jest dla mnie esencjonalne. Wolność. Nie choruję (cała zima bez przeziębienia, zatok), wyniki badań krwi są super.

Czasami poszczę… i wtedy nie piję.
Mineło od 09.2012 prawie dziesięć lat i dalej mój styl życia jest w fazie dojrzałości. Wiele doświadczeń i wglądów na przestrzeni lat uczyniło mnie mistrzem słuchania swego ciała.
Używam tej mądrości w pracy inspirowania innych do świadomego życia w Świetle.
Mariusz Alin


SERCE WIE

Możesz mieć w sobie sprzeczne, walczące z sobą myśli, różne wyobrażenia budzące lęk ale w swej Ciszy Serca po prostu WIESZ. TO jest percepcja swego JAM JEST.

Zapraszam do kontaktu

Widzimy się

mariuszalin@gmail.com
Przystanek GAJA dla Gwiezdnych Wędrowców
Twoje dane kontaktowe zostaną TYLKO użyte do kontaktu między nami. Czyli do odpowiedzi na "Twoje Słowa" oraz informowania Cię o nowych działaniach w ramach działania Grupy Oddech Serca.